Jak pozbyć się rdzy z samochodu?
Zapewne większość z nas nie jeździ nowymi mercedesami z salonu i zapewne boryka się z problemem gnijącej blachy samochodu. Jak się tego pozbyć? Są różne metody. Niektórzy malują lakierami zaprawkowymi, inni oddają samochód do lakiernika. Można to jednak zrobić samemu, bez większych kosztów.
- • taśma papierowa
- • lakier i podkład w sprayu
- • kątówka i tarcza listkowa
- • papiery ścierne wodne różnych gradacji
- • pojemnik z wodą
- • stare gazety
- • szpachla z utwardzaczem
- • preparat antykorozyjny i pędzelek
Najpierw czyścimy wokół powierzchnię, która została dotknięta problemem rdzy. Oczywiście nie mówimy tu o rudej dziurze wielkości piłki do koszykówki, lecz o np. lekko skorodowanym błotniku. Polecam zaopatrzyć się w kątówkę z regulacją obrotów oraz tarczę listkową. Miejsce czyścimy do gołej blachy , starając się nie zmienić pierwotnego kształtu materiału. Listkowa tarcza pozwoli nam to zrobić w miarę delikatnie i precyzyjnie. Nie przepalimy też w ten sposób metalu, co zaowocowałoby corocznym rdzewieniem w tym miejscu. Następnie oddzielamy miejsce, na którym będziemy pracować od reszty samochodu. Robimy to przy pomocy papierowych taśm malarskich i gazet. Zaklejamy także szyby oraz wszystko, co nie powinno się zapylić.

Nakładamy emulsję antykorozyjną, która zmienia "chory metal" w zdrowy. Tylko tym sposobem uzyskujemy gwarancję, że "ruda" nie pojawi się w przeciągu najbliższych kilku lat. Jaki preparat? Jest ich całe mnóstwo: Cortanin, Brunox itp. Po nałożeniu pędzelkiem musimy odczekać trochę i możemy przystępować do dalszych prac.

Następnie odtłuszczamy miejsce, które czyściliśmy z rdzy. Benzyna ekstrakcyjna oraz szmatka są do tego wręcz idealne. Nie polecam zwykłej benzyny tudzież innych rozpuszczalników. Teraz kładziemy szpachlę: Mieszamy ją z utwardzaczem w odpowiedniej (podanej na opakowaniu proporcji) i nakładamy przy pomocy małej plastikowej szpachelki na "chore miejsce". Im dokładniej to zrobimy, tym więcej czasu zaoszczędzimy przy późniejszym szlifowaniu. Czekamy, aż szpachla wstępnie wyschnie i obrabiamy ją do kształtu pierwotnego sprzed wytarcia lakieru i rdzy. Używamy do tego papierów ściernych (wodnych), a jeżeli miejsce jest łatwo dostępne i płaskie, polecam kątówkę z założonym krążkiem z papierem ściernym. Oczywiście zaczynamy od papieru w miarę gruboziarnistego i kończymy na coraz to mniejszej gradacji. Na koniec czyścimy podłoże benzyną i szmatką.

Teraz czas na podkład. Kupujemy podkład w sprayu, najlepiej firmy Motip. Doświadczenie nauczyło mnie jakim firmom ufać i zdecydowanie tą mogę polecić. Rozprowadzamy podkład ciągłym, posuwistym ruchem, oczywiście wcześniej mieszając farbę poprzez potrząsanie. Kryjemy w ten sposób dwa razy i czekamy kilkadziesiąt minut. Przecieramy wszystko papierem wodnym o małej gradacji i odtłuszczamy ponownie szmatką z benzyną ekstrakcyjną. Jeśli zrobiliśmy zacieki, na tym etapie istnieje jeszcze możliwość ich usunięcia drobnymi papierami ściernymi.
Zamawiamy w mieszalni lakierów spray, który odpowiada kodowi koloru naszej karoserii. Najczęściej takie lakiery są już połączone z utwardzaczem, co ułatwia sprawę dość mocno. Kładziemy 2/3 warstwy lakieru i czekamy do wyschnięcia. Najlepiej robić to w garażu, żeby nie przyczepiła nam się żadna muszka czy paproch. W ten sposób naprawione miejsce na pewno wytrzyma próbę zimy czy obfitych deszczów. Na koniec wszystko polerujemy, żeby lakier nie różnił się od pierwotnego. Pozdrawiam:)
Uwagi i spostrzeżenia
- •Nie spieszmy się i nie nakładajmy zbyt wielu warstw naraz. Spowoduje to powstawanie zacieków, które są dośc trudne do usunięcia. Cierpliwość i dokładność zaoszczędzi nam sporo czasu. Poćwiczmy też malowanie na powierzchni, która jest raczej mało przydatna (stary kawałek blachy).
Dodaj komentarz